Po rozmowie z panem Malikiem miałam dobry humor co u mnie raczej rzadko się zdarza. Myślałam, że nic nie zepsuje mi humoru. No właśnie, myślałam. Aż do teraz.
-Dziwka! Szmata! Zapijaczona puszczalska kurwa!-słyszałam za sobą wyzwiska od jakiegoś chłopaka. Po tej "Zapijaczonej puszczalskiej kurwie" nie wytrzymałam i rzuciłam się na blondyna z pięściami i zaczęłam go okładać po całym ciele.
-Do tego agresywna!-wysyczał przez zęby. Szarpałam się z nim jak opętana a w moim kierunku dalej kierowane były obraźliwe teksty. Ciągle go okładałam a on się bronił. Nie wiem skąd mi nagle przybyło tyle siły. Chłopak chwycił mnie za włosy i popchnął mnie w stronę schodów prowadzących na wyższe piętro. Uderzyłam twarzą o balustradę i poczułam ogromny ból a zaraz potem smak krwi na ustach. Opadłam bezsilnie na płytki. Teraz to on był górą choć bardzo tego nie chciałam.
-Co tu się dzieje?!-usłyszałam krzyk jakiejś nauczycielki. Otworzyłam lekko oczy i dopiero teraz spostrzegłam tych wszystkich gapiów, którzy po krzyku kobiety zaczęli się rozchodzić.
-Johnson, Carter! Co to ma znaczyć?-krzyknęła ponownie.
-To ona zaczęła-bronił się chłopak. No ładnie, zachowuje się jak dziecko i składa wszystko na mnie. Zaczęłam się podnosić i poczułam jak ktoś wsuwa mi dłonie pod pachy i pomaga wstać a za chwilę usłyszałam znajomy głos:
-Chodź Alison, zabiorę cię do higienistki- Chłopak o nazwisku Johnson zaczął się tłumaczyć, jak teraz dostrzegłam, pani Knight a ja razem z profesorem Malikiem udałam się do gabinetu lekarskiego na drugim piętrze. Było już pusto.
-Ally, co się dzieje? Nigdy nie pakowałaś się w bójki-zapytał nauczyciel na co ja odparłam ze łzami w oczach:
-Nazwał mnie zapijaczoną puszczalską kurwą- Pan Malik objął mnie tylko ramieniem i wprowadził do pomieszczenia. Higienistka na dźwięk otwieranych drzwi spytała nawet na mnie nie patrząc:
-Co tym razem?-
-Bójka-odparł krótko pan Malik. Usiadłam na kozetce a kobieta dopiero teraz na mnie spojrzała po czym westchnęła głośno i wyjęła jakieś rzeczy z apteczki. Obejrzała dokładnie moją twarz po czym stwierdziła:
-To tylko rozcięta warga, masz szczęście dziewczyno- Spojrzałam na nią a ona zaczęła mnie opatrywać. Po chwili wyszliśmy już z gabinetu. Wkoło było pusto bo akurat trwała lekcja. Szliśmy z profesorem w milczeniu dopóki nie doszliśmy do pokoju nauczycielskiego.
-Czemu dałaś się sprowokować? On tylko na to czekał-stwierdził nauczyciel. Westchnęłam głośno i zaczęłam mówić:
-Wiem panie Malik. Tylko on mnie wyzywał już dłuższy czas i naprawdę mi puściły nerwy po tej zapijaczonej kurwie. Nie chcę żeby ktokolwiek tak o mnie myślał a co dopiero nazywał-
-Rozumiem. Ale musisz czasem ignorować głupie komentarze ze strony takich ludzi bo sama widziałaś co się stało Alison. Masz szczęście, że to ostatnie dni szkoły bo inaczej oboje ponieslibyście ostre konsekwencje tego wybryku-
-Tak, wiem. Nigdy już się nie dam tak podejść. Przepraszam-powiedziałam ze skruchą na co pan Malik spojrzał na mnie i powiedział z uśmiechem:
-Nie przepraszaj-Pożegnałam się z nim i pomimo, że miałam jeszcze w planie lekcje wyszłam ze szkoły. Ruszyłam szybkim krokiem gdyż poczułam napływające do oczu łzy. Weszłam na mało uczęszczaną ścieżkę i pozwoliłam spokojnie spłynąć słonym kropelkom. Gdy byłam już blisko sklepu do którego miałam się udać otarłam łzy i trochę się ogarnęłam. Ruszyłam dalej i po chwili przekroczyłam już drzwi supermarketu. Wzięłam koszyk i wkładałam po kolei to co było mi potrzebne nie zwracając zbytnio uwagi na innych. Gdy mój koszyk był zapełniony produktami przeszłam do kasy.
-To wszystko?-zapytała blond kasjerka z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem.
-Jeszcze paczkę LM link-odparłam. Blondyneczka od razu zażądała ode mnie dowodu a więc podałam go jej chociaż w sumie nie wiem po co chciała ode mnie dowód. Podobno wyglądam na nieco starszą niż na dziewiętnastolatkę. Po tej zbędnej formalności zapłaciłam za swoje zakupy i wyszłam ze sklepu. Ruszyłam w kierunku domu. Torby co prawda były trochę ciężkie ale chcąc nie chcąc musiałam radzić sobie zupełnie sama.
Przekręciłam kluczyk w drzwiach i od razu po ich otwarciu udałam się do kuchni w celu odłożenia torby po czym wróciłam do holu aby zdjąć buty i kurtkę. Jak zwykle włączyłam radio żeby usłyszeć jakiekolwiek głosy i nie czuć się tak samotna. Rozpakowałam torbę. Czułam się okropnie a w mojej głowie ciągle dźwięczały słowa chłopaka "Zapijaczona puszczalska kurwa". Czy ja faktycznie jestem taka beznadziejna jak mówią wszyscy wokół? Tego nie wiem ale wiem napewno, że jestem sama, sama jak palec. Nie mam u nikogo wsparcia, naprawdę u nikogo. Odkąd ojciec zostawił nas dla tej flondry z Doncaster nawet o mnie mie zapyta a co mowa o odwiedzinach. Matka od tamtej pory ciągle jest w delegacji bo jej priorytetem stało się zarabianie pieniędzy w dużych ilościach a jak już wróci to nic ją nie interesuje, zachowuje się jak rozwydrzona małolata. Dobrze, że przynajmniej nie sprowadza co wieczór innego faceta. Moją jedyną ostoją i oparciem była babcia. No właśnie, była. Zmarła dwa lata temu a ja bardzo to przeżyłam. Do dziś nie mogę darować sobie tego, że nie byłam przy niej w tym dniu bo może zdołałabym ją uratować, pomóc jej w jakikolwiek sposób. Wychodziłam właśnie z domu a po moich policzkach spłynął potok słonych łez więc nasunęłam kaptur na głowę by nikt z zewnątrz nie dostrzegł mojego chwilowego podłamania. Co jakiś czas zcierałam ciepłą ciecz z policzków wierzchem dłoni. Szłam tak zapłakana przez ulice Londynu. Miasto wyglądało tak jakby chciało dostosować się do mojego nastroju. Było szare, ponure a nad nim zebrały się ciemne deszczowe chmury. Mimo to podążałam dalej do celu, którym była malutka górka nad brzegiem rzeki. Naprawdę rzadko uczęszczane miejsce a mimo to tak cudowne i wraz z moim wiekiem zamiast tracić zyskiwało magię w mych oczach. Przychodziłam tu często z moją kochaną babcią. To tutaj poznała ona dziadka i to miejsce od zawsze było jej ulubionym a teraz stało się moim ulubionym, moją własną ostoją, moją nirwaną. Było tu pięknie i spokojnie. Można było tu pomyśleć, wypłakać się lub po prostu posiedzieć w samotności. Usiadłam pod płaczącą wierzbą i pozwoliłam aby wiatr zdmuchnął kaptur z mojej głowy i wysuszył ciągle spływające po moich policzkach łzy. Łzy smutku i zagubienia. Sięgnęłam do kieszeni i drżącą dłonią wyjęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Włożyłam jednego z papierosów do ust i podpaliłam go. Gdy tylko ujrzałam jego iskrzącą się końcówkę, zaciągnęłam się mocno i w końcu to poczułam. Dym wypełnił moje płuca, uspokajając mnie. Wypuściłam resztę substancji na zewnątrz. Oddychałam już powoli i miarowo zaciągając się co jakiś czas i patrząc w głąb rzeki, w głąb drzew znajdujących się za rzeką. Uniosłam głowę ku górze i poczułam zimną kropelkę na czole. Zaczynało padać ale mnie już to nie interesowało, utonęłam w potoku moich myśli, a były one naprawde różne...
Opis bloga
Osamotniona, nieszczęśliwa dziewczyna z brakiem pewności siebie i ON, przystojny mężczyzna z jej snu. Był tylko jej wyobrażeniem, ale czy aby napewno?
14 października 2016
8 października 2016
Rozdział 2
Czarnowłosy mulat objął mnie i przytulił do siebie. Wdychałam jego zapach, upajałam się nim. Był taki silny, męski a zarazem delikatny dla mnie. Odchyliłam głowę i spojrzałam mu w oczy, on natomiast położył dłoń na moim policzku.
-Kocasz mnie?-spytałam ledwo słyszalnym szeptem.
-Słoneczko...-
-Kocasz mnie?-spytałam ledwo słyszalnym szeptem.
-Słoneczko...-
"You were the shadow to my light
Did you feel us?
Another star
You fade away
Afraid our aim is outof sight
Wanna see us
Alight..." Zaczęłam otwierać powoli oczy, nie chcąc zapomieć tego że chociaż w krainie Morfeusza byłam szczęśliwa. Gdzieś w głębi serca łudziłam się, że to te moje samotne, smutne życie jest snem a owy brunet ze snu leży tuż obok mnie i zaraz odpowie na zadane przeze mnie pytanie. Otworzyłam oczy i ujrzałam tylko biały sufit i puste miejsce obok mnie. Westchnęłam głośno i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 7:00. Jak zwykle żadnych sms-ów, połączeń. Nic, zupełnie nic. Nawet matka nie napisała. No cóż. Westchnęłam głośno i przeczesałam włosy palcami. Pora wstawać. Nie miałam najmniejszej ochoty iść do szkoły pomimo tego, że dziś już środa a w piątek zakończenie roku. I wcale nie chodziło mi o to, że zanudzę się na lekcjach a o ludzi, którzy ostatnio ciągle mieli do mnie jakieś pretensje i głupie zaczepki. Wstałam niechętnie z łóżka, przeciągnęłam się i spojrzałam w okno. Zarówno pogoda jak i mój humor były jakieś nijakie więc postanowiłam założyć pasujące do mojego nastroju ubrania. Najpierw jednak poranna toaleta i śniadanie. Zeszłam na dół i od razu udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę a tam prawie pustki. No nic, trzeba będzie iść na zakupy po szkole. Zrobiłam sobie dwie kanapki z pomidorem i kawę. Zjadłam na spokojnie i poszłam do łazienki. Ubrałam się w czarne wytarte rurki, białą bokserkę i ramonezkę. Nie lubiłam zbytnio przesadzać z makijażem na codzień więc przypudrowałam lekko buzię, zrobiłam delikatne kreski pod oczami i przejechałam po ustach bezbarwnym błyszczykiem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 7:20. Niedługo trzeba będzie wychodzić. Wstąpiłam do pokoju po torbę. Przerzuciłam ją przez ramię. Po drodze zgarnęłam jeszcze portfel i słuchawki bez których nie wyobrażam sobie życia. Wyszłam z domu uprzednio przekręcając kluczyk w zamku i chowając go szczelnie do kieszeni torby. Wlożyłam słuchawki w uszy i ruszyłam.
"Wait a second, let me catch my breath
Remind me how it feels to hear your voice
Your lips are movin', I can't hear a thing
Livin' life as if we had a choice
Anywhere, anytime
I would do anything for you
Anything for you" rozległy się w moich uszach pierwsze słowa piosenki. Przymknęłam na chwilę oczy a w mojej głowie odezwał się tak jakby rmęski głos powtarzający słowa piosenki "Anywhere, anytime I would do anything for you". Nigdy już nie usłyszę takich słów. W moim oku zakręciła się łza jednak powstrzymałam się przed wypuszczeniem jej na wolność. Przecież nikt nie może zobaczyć, że płaczę. Podniosłam głowę i ruszyłam pewnie przed siebie. Po paru minutach znajdowałam się już pod ogromnym białym budynkiem. Niedługo się stąd wyrwę, pomyślałam przekraczając czarną bramę. Spojrzałam na ławki pod drzewami. Były puste więc ruszyłam dalej a w moich uszach rozbrzmiewały słowa piosenki Imagine Dragons "Demons". Popchnęłam drzwi wejściowe i przekroczyłam próg liceum do którego uczęszczam już ostatni rok. Ludzie którzy stali blisko drzwi przenieśli swój wzrok z telefonów na mnie. I tak każdy z osobna gapił się na mnie z dziwną miną. Gdzieniegdzie gdy tylko podeszłam ludzie, zwłaszcza dziewczyny, zaczęły szeptać sobie coś na ucho i śmiać się. Normalna reakcja na mnie a mimo tego nadal nie zdążyłam się przyzwyczaić do tego braku akceptacji z ich strony. Spuściłam lekko głowę ale zaraz doprowadziłam się do porządku i dumnie uniosłam ją ku górze. Nie chciałam za nic dać po sobie poznać, że jest mi przykro z powodu ich zachowania. Nie dam im tej satysfakcji. Nie teraz. Przeszłam przez korytarz do klasy w której miałam mieć zajęcia. Stała tam nieliczna garstka osób z mojej klasy która chciała tak jak ja dobrze przygotować się na studia. Wyjęłam w końcu słuchawki z uszu i jak na zawołanie po szkole rozbiegł się głośny dźwięk dzwonka oznajmiającego rozpoczęcie się lekcji. Odczekaliśmy chwilę aż pojawił się nauczyciel i otworzył nam klasę. Usiadłam sobie w kącie z tyłu klasy i wyjęłam z torby zeszyt i długopis.
-Sprawdzanie listy w przedostatni dzień szkoły byłoby głupotą-zaśmiał się nauczyciel biologii. Lubiłam go.
-Tak więc-kontynuował-dziękuję tym którzy przyszli na lekcję. Widzę wasze zaangażowanie i chęć dobrego przygotowania do dalszej edukacji- Każdy uśmiechnął się z dumą. Ja natomiast trochę sztucznie. Nie miałam ochoty się dzisiaj uśmiechać. W zasadzie rzadko kiedy miałam ochotę to robić. Westchnęłam, na szczęście nie zwracając na siebie uwagi. Ogólnie to już nikt nie próbował nawet na mnie zwracać uwagi.
-Coś jest nie tak Alison?-wyrwał mnie z zamyślenia zatroskany głos pana Malika. Oczywiście nikt nie zwrócił na to uwagi.
-Wszystko w porządku-odpowiedziałam cichutko na co nauczyciel uśmiechnął się niepewnie i wrócił do tłumaczenia tematu, zerkając co chwila w moją stronę jakby chciał upewnić się, że nic mi nie jest. Ja w odpowiedzi uśmiechałam się lekko. Naprawdę lubiłam tego nauczyciela. Nie należał on do najmłodszych ani najstarszych nauczycieli. Był całkiem przystojnym facetem jak na swój średni wiek ale nie o to tu chodzi, on miał przecież żonę i dzieci. Chodzi o to, że gdy z nim rozmawiałam wydawało się jakby mnie doskonale rozumiał. A oprócz tego doskonale tłumaczył tajniki przedmiotu, którego uczył. Wsłuchałam się więc w jego monolog i notowałam rzeczy, które uznałam za ważne i przydatne. Nim się obejrzałam zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę. Wszyscy włącznie ze mną wstali i zebrali swoje rzeczy.
-Alison, możesz pozwolić na chwilkę?-zatrzymał mnie głos nauczyciela gdy byłam już przy wyjściu. Przytaknęłam a pan Malik zamknął za nami drzwi. Nie było to dla mnie nic nowego, często rozmawialiśmy z panem Malikiem po lekcjach. Był dla mnie prawie jak ojciec, którego mi brak. Profesor oparł się o biurko a z jego ust padło pytanie:
-Ally, czy napewno wszystko jest w porządku?- Miał zatroskany głos. Westchnęłam głośno i odparłam cicho:
-Tak samo jak zawsze-
-Znowu jesteś sama?-zapytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie. Przytaknęłam i dodałam:
-Poza tym jest raczej bez zmian. Ojciec dalej ma mnie gdzieś, matka w delegacji a wszyscy uczniowie dalej gapią się na mnie jakbym była z innego świata i się do mnie nie odzywają-
-Doskonale wiem co czujesz- Spojrzałam na niego pytająco a on wyjaśnił:
-Mój bratanek przez pewien czas też przechodził przez coś podobnego jednak wygrał z tym. Teraz jest już pewny siebie i jak to się kolokwialnie mówi "nie da sobie w kaszę dmuchać"- Zaśmiałam się szczere na co pan Malik uśmiechnął się i dodał:
-Trzeba mieć tylko wsparcie od kogoś i chęci- Posmutniałam co nie uszło jego uwadze więc poklepał mnie po ramieniu i powiedział wesołym tonem:
-Pamiętaj, że na moje wsparcie zawsze możesz liczyć. A z czasem napewno pojawi się ktoś z twojej grupy wiekowej chcący dać ci oparcie i pomoc, tylko cierpliwości- Zaśmialiśmy się i w tym momencie zadzwonił dzwonek więc podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę a na odchodne rzuciłam szczere:
-Dziękuję panu-
-Nie ma za co Alison. I pamiętaj, że zawsze możesz ze mną porozmawiać-
-Będę pamiętać, do widzenia-
-Do widzenia-
Rozdział 1
Puk, puk. Krople deszczu uderzały o szybę w oknie. Siedziałam owinięta w puchaty kocyk i wpatrywałam się w zachmurzone niebo, nawet nie mrugałam. Z każdą minutą padało coraz mocniej. Oparłam głowę o szybę. Była zimna. Czułam się taka samotna. W domu było tak cicho. Żadnych kroków, dźwięków. Nic kompletnie. Moja matka wyjechała w delegację do Hiszpani, ja oczywiście nie mogłam jechać "bo tak" ,a ojciec? Ojciec zostawił nas dla jakiejś pustej lalki z Doncaster jakies trzy lata temu. Cycata blondyna żerująca na cudzych pieniądzach i niszcząca rodziny. Pomyślicie pewnie co z przyjaciółmi albo rodzeństwem. Tak się składa, że jestem jedynaczką a przyjaciele też mnie opuścili tylko dlatego, że "psułam im reputację" tym, że ojciec zostawił nas dla jakiejś zdziry. Widać jakimi przyjaciółmi byli skoro opuścili mnie ze względu na to co zrobił mój ojciec. Obserwowałam spływające po szybie kropelki deszczu. Za chwilę po moim policzku spłynęła pojedyńcza łza. Otarłam ją wierzchem dłoni.
-Carter, ogarnij się-doprowadziłam się na głos do porządku, odkleiłam się w końcu od drzwi balkonowych i wstałam z podłogi. W końcu jutro jeszcze trzeba iść do szkoły a tu już godzina 24:00. Westchnęłam głośno i zeszłam na dół sprawdzić jeszcze czy napewno zamknęłam drzwi. Pociągnęłam za klamkę i popchnęłam drzwi, które nawet nie drgnęły. Zamknięte. Ruszyłam więc spowrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Zasnęłam ukołysana stukaniem deszczu o szybę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)