Opis bloga

Osamotniona, nieszczęśliwa dziewczyna z brakiem pewności siebie i ON, przystojny mężczyzna z jej snu. Był tylko jej wyobrażeniem, ale czy aby napewno?

19 listopada 2016

Rozdział 7

Weszłam w cichą uliczkę znajdującą się niedaleko klubu. Próbowałam zebrać wszystkie myśli. Cholera, nie powinnam była go tak zostawiać, był dla mnie taki miły i tak przystojny. Mogę go już nigdy nie spotkać. Co ja najlepszego zrobiłam. Ale spanikowałam. No bo, kto by wiedział jak się zachować w momencie gdy spotyka się faceta, który pojawia się praktycznie co noc w snach. Poczułam szarpnięcie za rękę. Odwróciłam się z nadzieją ujrzenia Zayna ale moim oczom ukazał się jakiś wysoki blondyn w srednim wieku. Nagle przycisnął mnie do ściany. Zaczęłam krzyczeć ale on zatknął mi usta dłonią. Spojrzałam na niego pełnym przerażenia wzrokiem. Uśmiechnął się tylko perfidnie i wysyczał przez zęby wprost do mojego ucha:
-Ale mi się nawinęłaś dziewczyno- Patrzyłam na niego wielkimi ze strachu oczami, dalej miałam zatknięte usta a on mocniej przycisnął mnie swoim ciałem do ściany. Jego wolna ręka nagle powędrowała na moje udo i zaczeła przesuwać się brutalnie wyżej. Poczułam łzy zbierające się w moich oczach. Nagle ten oblech zaczął dyszeć mi wprost do ucha a po moich policzkach automatycznie spływać zaczęły gorzkie łzy. Zaczęłam się wyrywać, szarpać ale facet potrząsnął mną i dosłownie rzucił mną o ścianę, sycząc:
-Nie ruszaj się ty mała popieprzona suko- Płakałam. Byłam bezsilna. Dłoń blondyna przesuwała się bliżej do mojego krocza a ja zaciskałam mocno uda i wyrywałam się próbując jakoś walczyć. Ręką którą zatykał mi usta usiłował rozchylić moje nogi a ja wykorzystałam ten moment i krzyknęłam głośno i żałośnie choć wiedziałam, że zapewne nikt mnie nie usłyszy. Facet spowrotem zatknął mi mocno usta, w taki sposób, że ledwo mogłam oddychać. Moje oczy były pełne łez. Ten oblech już zaczynał rozpinać mi spodenki. Wtedy poczułam szarpnięcie i opadłam bezsilnie na ziemię. Ktoś szarpał się z tym facetem i zaczął się z nim bić a ja tak po prostu schowałam głowę w kolana i zaczełam jeszcze mocniej płakać, wręcz szlochać.
-Nic ci nie jest Ally?-usłyszałam ten piękny głęboki głos. Spojrzałam na niego i pokręciłam głową.
-Chodźmy stąd lepiej-szepnął, pomagając mi wstać. Oparłam się na jego ramieniu i wstałam. Mulat spojrzał na mnie smutno i odprowadził mnie dalej od tego miejsca, w inną uliczkę. Wciąż płakałam. Zayn dotknął mojego ramienia po czym zdjął swoją skórzaną kurtkę i pomógł mi ją założyć. Rzuciłam się na niego z płaczem a on objął mnie tylko ramionami i dotykał moich włosów.
-Chodź, zabiorę cię do domu- Spojrzałam na niego a potem w kierunku miejsca, w którym TO się wydarzyło. Nagle nogi się pode mną ugięły. Chciałam iść ale nie mogłam. Chłopak złapał mnie i szepnął, biorąc powoli w ramiona:
-Zaniosę cię- Wtuliłam się w niego. Nie znałam go ale w tym momencie mu zaufałam, uratował mnie. Gdyby nie on ten oblech zgwałciłby mnie tam i nikt by się o tym nie dowiedział bo przecież nikogo nie obchodzę. Nikt by mi nawet nie uwierzył, że coś takiego miało w ogóle miejsce. Nim się obejrzałam chłopak wsadził mnie do samochodu i zapiął mi pasy po czym szybko obszedł samochód i znalazł się na miejscu kierowcy. Spojrzał na mnie i przesunął kciukami po moich policzkach, zcierając z nich łzy.
-Już dobrze, jesteś bezpieczna-szepnął a ja zaszlochałam tylko.
-Ciii...uspokój się Alison, już nic ci nie grozi-powiedział cicho i spokojnie tym głębokim głosem. Spojrzałam na niego. Jego kojący głos mnie nieco uspokoił. Pociągnęłam tylko nosem a on znów ztarł dłońmi moje łzy i spytał spokojnie:
-Gdzie mieszkasz?-
-Kensington 106-odparłam krótko.
-To niedaleko Hyde Parku, prawda?-dopytał a ja przytaknęłam. Praktycznie całą drogę spędziliśmy w milczeniu. On był skupiony na drodze a ja tępo wpatrywałam się w poruszające się za oknem obrazy.

10 listopada 2016

Rozdział 6

Mulat nachylił się nade mną i dotknął mojego policzka. Spojrzałam na niego i mimowolnie się uśmiechnęłam a on odsunął rękę i odchylił się nieznacznie.
-Często tu bywasz?-zaczął ten jakże banalny temat a ja odparłam krótko i zgodnie z prawdą:
-Nie-
-To wszystko wyjaśnia-zaśmiał się ukazując rządek śnieżnobiałych zębów. Spojrzałam na niego niepewnie a on pospieszył z wyjaśnieniem:
-Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem a to mój ulubiony klub i bywam tu dość często- Przytaknęłam z uśmiechem bo nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Był tak cholernie przystojny, że miałam ochotę tylko mu się przyglądać. Poza tym onieśmielał mnie. Po jego wyglądzie można było wywnioskować, że ma niemałe powodzenie czego ja nigdy nie doświadczyłam a w jego głosie słychać było pewność siebie, której mi zawsze brakowało. Jego dłoń znowu powędrowała na moje udo, tym razem nie odsunęłam go. Również i tym razem poczułam ten przyjemny dreszcz przeszywający całe moje ciało. Jego dłoń przesunęła się na moją na co wzdrygnęłam się delikatnie. Zayn uśmiechnął się do mnie i spytał delikatnym głosem, spoglądając mi w oczy:
-Zatańczmy?- Przytaknęłam niepewnie. Naprawdę nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Mulat złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet. Akurat puścili kawałek Calvina Harrisa "How deep is your love". Można było się do tego nieźle pobujać. Mulat przyciągnął mnie naprawdę blisko swojego ciała i oboje zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Jego ręka cały czas spoczywała na mojej talii, jego palce przesuwały się po moim boku. Przez koronkowy materiał mogłam niemalże poczuć jego muśnięcia na swojej skórze. Kolorowe światełka migały w rytm piosenki a ja przyjrzałam się jego dłoni na tyle na ile było to możliwe. Miał na niej wspaniały tatuaż. Coś na podobę indyjskich wzorów jakie malują sobie oni na dłoniach. Dało się dostrzec, że tatuaż ciągnie się dalej ale nie wiedziałam jak daleko bo widok przysłaniały mi rękawy skórzanej kurtki, którą chłopak miał na sobie. W tym momencie Zayn obrócił mnie dookoła własnej osi i w jednym momencie wylądowałam plecami do niego. Spojrzałam na niego niepewnie a gdy spostrzegłam, że patrzy mi w oczy speszona szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam poruszać się niebezpiecznie blisko jego ciała choć nie powinnam była tego robić. Nie znałam jego zamiarów i obawiałam się trochę, że może nie być milutki, że to tylko tak na początek. Spięłam się trochę i wystraszyłam ale gdy tylko zaraz po zakończonym tańcu zapytał mnie tym swoim głębokim głosem czy wyjdziemy na zewnątrz zgodziłam się bez wahania pomimo iż nie wiedziałam tak naprawdę co mnie czeka. Chłopak chwycił mnie mocno za nadgarstek i kierując się do wyjścia co chwila oglądał się za mną, tak jakby upewniał się, że nie zginęłam mu z oczu. Właśnie w tym momencie poczułam się bezpieczniej, poczułam, że z nim nic mi nie grozi. Znaleźliśmy się na zewnątrz. Niebo było już ubrane w świecące jasnym blaskiem gwiazdy oraz okrąglutki biały księżyc, który oświetlił nieco dokładniej twarz chłopaka. Dopiero teraz dostrzegłam na jego twarzy delikatny zarost, który w połączeniu z czarnymi włosami w lekkim nieładzie dodawał mu uroku niegrzecznego chłopca. Usiadł na ławce a ja poszłam w ślad za nim. Zayn rozejrzał się wkoło i po chwili wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, częstując mnie nimi. Wyciągnęłam ostrożnie jeden papieros z paczki a on odpalając mi go, zażartował:
-Ejjjj, Alison... Czy ty w ogóle cokolwiek mówisz?- Mimowolnie roześmiałam się i odparłam ciągle trzęsąc się ze śmiechu:
-Tak, przepraszam- Mulat odpalił sobie fajkę i zaciągnął się nią równocześnie ze mną jakby chciał się ze mną zsynchronizować nie wiadomo po co.
-To skoro już się odezwałaś może powiesz mi chociaż ile masz lat-zaśmiał się ponownie.
-19-odparłam krótko, uwalniając z ust resztkę dymu.
-Ja mam 23. Wyglądasz...-
-Na młodszą. Tak, tak. Wiem-przerwałam mu co nie było miłe. Zaśmiał się a ja zaraz za nim. Jego śmiech był cholernie zaraźliwy. Spojrzał mi w oczy po czym zaciągnął się papierosem i spytał:
-Jesteś stąd?-
-Tak, a ty?-
-Ja? Nie. Ja jestem z...-przerwał a za chwilę dodał szybko:
-Chociaż może lepiej żebyś nie wiedziała-
-Mi możesz powiedzieć. Nie będę cię oceniać-zachęciłam go na co on westchnął głośno i powiedział:
-Teraz od niedawna mieszkam tutaj ale jestem z Bradford- Patrzyłam na niego zdziwiona a jednocześnie lekko przerażona, ale chyba trwało to zbyt długo bo chłopak powiedział bardziej do siebie niż do mnie:
-I co mnie, kurwa, podkusiło- Przestałam tak na niego patrzeć, ale, cholera, Bradford jest przecież znane jako te gorsze miasto gdzie spory odsetek, mężczyzn właśnie, popełnia wiele przestępstw i rozbojów. Zaraz, chwila. Odetchnęłam głęboko. Przecież nie wszyscy są tacy sami a chłopak wydaje się naprawdę miły. Nie oceniajmy książki po okładce. Nie chciałam aby ktoś oceniał mnie w ten sposób a sama właśnie to zrobiłam temu chłopakowi.
-Zayn-zawołałam gdy spostrzegłam, że zaczyna się ode mnie oddalać. Na dźwięk mojego głosu odwrócił się a ja wstałam z ławki i rzucając niedopałek podeszłam do niego.
-Przepraszam-wydukałam a gdy zobaczyłam, że jego usta wyginają się w delikatnym uśmiechu dodałam:
-Nie chciałam cię tak oceniać ale wystraszyłam się bo wiele nieprzyjemnych rzeczy słyszałam o ludziach z Bradford-
-To wszystko zależy od dzielnicy i wychowania-powiedział i uśmiechnął się. Odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam go urazić a tym bardziej nie chciałam żeby sobie poszedł. Czułam jakiś silny pociąg do niego. Chciałam go bliżej poznać choć nie wiedziałam czy będzie to możliwe.
-Chodźmy już do środka bo robi się naprawdę zimno-zaproponował, ujmując moją dłoń.
Właśnie zeszliśmy z Zayn'em z parkietu i piliśmy drinki w bardziej zacisznej części klubu gdzie było znacznie mniej ludzi i muzyka była cichsza. Nagle oboje w tym samym momencie wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę toalet. Zaśmialiśmy się w głos i nagle nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyłam wprost w te jego cudne oczy. Bardzo wyrazista, czekoladowa barwa dawał przepiękną spójność z czarną kropką na środku a całość idealnie współgrała. Zatraciłam się w tych jego tęczówkach i przestałam myśleć. Zaciągnęłam się nim na tyle niezauważalnie, na ile było to możliwe. Podniosłam głowę i zaczęłam się lekko odsuwać, chłopak przybliżył się jeszcze bardziej i pochylił nade mną. Nagle zostałam przyparta przez mulata do zimnej ściany. Nie potrzebowałam żadnych słów by zrozumieć co za chwilę miało się stać. Nie wycofywałam się ani nir odsunęłam nawet na centymetr i właśnie w tym momencie doznałam olśnienia. Cholera, to on. To ten mulat z moich snów. Śnił mi się prawie co noc. Nie, nie, nie. To niemożliwe. To nie może być prawda. Spanikowałam i wysunęłam się z jego objęć. Nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić zaczęłam biec przed siebie. Wyszłam z klubu i obejrzałam się za siebie. Nigdzie go nie widziałam.

6 listopada 2016

Rozdział 4

I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień w, którym już na zawsze opuszę mury znienawidzonego budynku. Pogoda, jak na Londyńskie standarty bardzo sprzyjała. Było słonecznie, błękitne niebo i ani jednej chmurki. Zapowiadał się piękny dzień. Mój humor też już się nieco poprawił zważywszy na to, że wczorajszy dzień spędziłam w domu. Było mi lepiej pomimo tego, że byłam sama ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić. Spojrzałam na zegarek. Była 9:00. Zakończenie roku miałam na 10:00 więc poszłam się umalować. Zrezygnowałam dzisiaj z kresek i nałożyłam na powieki brązowy cień rozcierając go trochę z czarnym, wytuszowałam rzęsy. Spojrzałam na swoje usta. Ślad po uderzeniu dalej był na nich widoczny mimo to postanowiłam tylko przejechać po nich lekko różowym błyszczykiem. Ubrana byłam w białą koszulę z kołnierzykiem na długi rękaw i czarną rozkloszowaną spódniczkę a do tego również czarne szpilki. Gdy nadszedł czas tak jak codzień wyszłam z domu ze słuchawkami w uszach, zamykając drzwi na klucz. W moim życiu muzyka była, jest i zawsze będzie nieodłącznym elementem mojego życia. Towarzyszyła mi w każdej chwili. Każdy detal, każdy akord, każdy dźwięk, każde słowo miało dla mnie przypisane pewne znaczenie. Nie wiem czy dobrze interpretowałam ukryte znaczenie tekstu jednak to nie ważne, najważniejsze jest to, że wsłuchując się w tekst inteepretowałam go po swojemu przekładając go nie raz na swoje życie i problemy. Wczuwałam się całą sobą w melodię i słowa oraz w to, co zamierzał przekazać autor. Nie tylko mi ale każdemu indywidualnie bo każda piosenka tworzona jest w taki sposób aby człowiek utożsamiał się z autorem czy wykonawcą, aby każdy rozumiał ją na swój sposób i na swój sposób uwielbiał. W końcu weszłam do budynku i udałam się na salę gimnastyczną gdzie zebrała się już większość uczniów. Zaraz po przekroczeniu drzwi sali znowu poczułam te gardzące spojrzenia innych. Poczułam je znowu ale wiedziałam, że to będzie ostatnie spojrzenie na mnie, więcej już ich nie zobaczę. W każdym razie nie na codzień. Może od czasu do czasu gdy będę mijać ich dumnie na ulicy podczas wakacji bo na studia wybieram się do innego miasta. Zastanawiam się jeszcze nad uczelnią w Bradford i w Leeds, bo obie są dobre według mnie.
-Witam nauczycieli, naszych pracowników, uczniów no i oczywiście absolwentów-rozległ się z mikrofonu głos dyrektora. No i zaczęło się.
Po uroczystej ceremonii, rozdaniu dyplomów i świadectw absolwentom oraz po ostatnim pożegnaniu z wychowawcami w końcu byłam wolna. Popchnęłam drzwi, odetchnęłam szczęśliwa świeżym powietrzem i ruszyłam przed siebie.
-Alison-zatrzymał mnie znajomy głos. Obróciłam się a przed sobą ujrzałam pana Malika.
-Gratuluję świetnych wyników-zaczął i uścisnął mi dłoń.
-Dziękuję-odparłam a on kontynuował z uśmiechem:
-Pamiętaj, że mimo iż nie jesteś już moją uczennicą to zawsze możesz się zwrócić do mnie o pomoc. Czy to naukową czy po prostu będziesz chciała porozmawiać- Odwzajemniłam uśmiech i powiedziałam:
-Będę o tym pamiętać. Dziękuję, że tak wiele pan dla mnie zrobił-
-Nie ma za co- Ruszyliśmy przed siebie a gdy byliśmy już za bramką i mieliśmy rozejść się w inne strony rzuciłam:
-Do widzenia profesorze-
-Do widzenia Alison-
Przebrałam się w wygodne dresy i bokserkę i postanowiłam się trochę zrelaksować. Zrobiłam sobie małą pizzę i usiadłam wygodnie na kanapie przed telewizorem. Włączyłam jakiś serial na mtv i zaczęłam oglądać. Mój błogi spokój przerwał nagły dźwięk mojego telefonu oznaczający nadejście sms-a. Zdziwiłam się bardzo gdy spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam nazwę "Mama". Treść sms-a brzmiała następująco:
"Jak sobie radzisz? Nie potrzeba ci pieniędzy?"   Niby stała treść jak już matka raczyła do mnie napisać ale zdziwiło mnie nieco pierwsze pytanie bo zwykle pytała tylko czy nie potrzebuję więcej pieniędzy i czy mi nie zabrakło na rachunki. Zajrzałam do portfela, było w nim co prawda trochę pieniędzy ale po dłuższym zastanowieniu się stwierdziłam, że mam ochotę się dzisiaj zabawić w jakimś klubie a poza tym nie wiem kiedy ona zamierza wrócić. Odpisałam więc:
"Wszystko ok. Możesz przysłać trochę pieniędzy bo nie jestem pewna czy mi wystarczy"    I na tym się skończyło. Postanowiłam więc sprawdzić w których klubach są dzisiaj jakieś porządne imprezy. Miałam dobry humor odkąd trzymając w ręku świadectwo uświadomiłam sobie, że już nigdy więcej nie wrócę do tej szkoły, nie będę widzieć na codzień tych fałszywych twarzy, "przyjaciół" którzy mieli być na zawsze i mimo wszystko. Miałam ochotę wypić coś mocniejszego i potańczyć w tłumnie nieznanych mi ludzi. Ludzi, którzy nie będą mnie oceniać po tym co zrobił mój ojciec bo nie będą znać nawet mojego imienia a co mowa o mojej historii czy beznadziejnym życiu. Zamknęłam na chwilę oczy i już wyobraziłam sobie jak wiruję na parkiecie w tłumie nieznanych ludzi, śmieję się i piję mocne drinki.

Rozdział 5

Już stałam w ręczniku, z mokrymi włosami przed szafą i wybierałam strój na wieczór. Wyjęłam czarne skórzane spodenki. Były naprawdę króciutkie ale jakoś mnie to nie obeszło i szukałam odpowiedniej góry. Szukam, przeglądam no i jest. Czarne koronkowe body z długim rękawem. Ubrałam się i udałam się do łazienki w celu zrobienia makijażu i fryzury. Na dobry początek wysuszyłam moje długie czarne włosy. Miałam delikatne fale więc postanowiłam je wyprostować dla lepszego efektu po czym związałam je w wysoki kucyk i owinęłam pasemko włosów wokół gumki. Nie chciałam żeby włosy plątały mi się przy twarzy i ograniczały pole widzenia podczas tańca. Zdecydowałam się na pełny makijaż. Czarne kreski na powiekach obowiązkowo. Popatrzyłam na swoje usta. Dalej całkiem widoczne było rozcięcie po "bójce" więc postanowiłam zatuszować ślad czerwoną szminką. Spojrzałam na telefon 21:45 a ja już gotowa. Zgarnęłam więc do kieszeni spodenek trochę kasy i to tyle. Telefonu nie brałam bo i tak byłby mi zbędny. Zgasiłam wszystkie światła, założyłam na nogi moje czarne gladiatorki na wysokim obcasie po czym wyszłam zamykając za sobą drzwi na klucz i chowając go do kieszeni ruszyłam przed siebie. Przemierzałam pewnie ulice Londynu i spoglądałam na innych ludzi ubranych w stroje typowo imprezowe, można powiedzieć. Oni zapewne też chcieli uczcić rozpoczęcie wakacji. Miałam tylko nadzieję, że w moim ulubionym klubie nie spotkam nikogo znajomego. Obawiałam się tego pomimo, że nigdy na nikogo tam nie trafiłam. Na dworze dopiero zaczynało robić się bardziej szarawo i było trochę chłodniej niż po południu, jednak dużej różnicy nie odczułam. Takie pogody to naprawdę rzadkość w Londynie i założę się, że każdy jego mieszkaniec marzył o niekończącej się pogodzie bardzo podobnej do dzisiejszej, a może nawet i lepszej. Szłam wolnym krokiem, nigdzie się nie spieszyłam bo im później w klubie tym lepiej bo zabawa zdążyła się już rozkręcić i z reguły grubo po 22:00 była nieco krótsza kolejka przy bramkach. Poza tym nie miałam zamiaru wpaść w żadną ukrytą gdzieś w chodniku dziurę i zamiast na imprezie wylądawać w szpitalu ze skręconą kostką. Co to, to nie. Miałam zdecydowanie za dobry humor żeby wylądować na izbie przyjęć. Dobry humor rzadko się u mnie zdarza więc staram się to wykorzystywać jak tylko mogę. Nagle dookoła zrobiło się pusto, nie widziałam już nikogo. No cóż. Wkroczyłam właśnie na ulicę na której znajdował się klub. Tu to dopiero było cicho i pusto. W sumie cicho było przez krótszy odcinek drogi bo później dało się już słyszeć odgłosy muzyki dochodzące z budynku. Z każdym krokiem muzyka była głośniejsza i powoli zaczynałam słyszeć także krzyki ludzi, stojących zapewne przed klubem. I w końcu dostrzegłam ludzi kłębiących się przy bramkach. Nie zastanawiając się zbytnio udałam się na koniec kolejki. Tak się stało, że przede mną stała grupka jakiś małolatek. Tak na oko to miały może coś koło 15-16 lat ale były strasznie zmalowane i mogłam się mylić bo w końcu nie każdy wygląda na swój wiek. Może są nawet młodsze. Stałam tak i przysłuchiwałam się ich rozmowie. Koniecznie chciały wejść do klubu bo jakiś chłopak tu będzie a one są nieletnie i boją się, że bramkarz ich nie wpuści. Zaśmiałam się cicho pod nosem gdy jedna z owych nastolatek rzuciła pomysł...zaraz...jak to ona okresliła? Ach, tak. "Zbajerowania" ochroniarza. Chyba usłyszały jak się zaśmiałam bo niemalże zmroziły mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i odwróciłam od nich głowę. Zauważyłam, że za mną też już stali jacyś ludzie. Nagle kolejka zaczęła przesuwać się znacznie szybciej i nim się obejrzałam bramkarz już przepuszczał mnie w przejściu do klubu. O dziwo dziewczyny, które stały przede mną również się dostały i szczerze to nie mam pojęcia jak one to zrobiły choć stały zaledwie centymetry ode mnie. Od wejścia uderzył mnie zapach różnych perfum pomieszany z zapachem alkoholu i tytoniu oraz głośne basy jakiejś klubowej piosenki. Swoje pierwsze kroki skierowałam od razu w stronę baru. Usiadłam na stołku barowym i od razu zamówiłam mocnego shota. W momencie kiedy barman podał mi drinka a ja za niego zapłaciłam uświadomiłam sobie, że nie wzięłam fajek a mogą okazać się przydatne. Rozejrzałam się po parkiecie. Póki co nie znajdowało się na nim zbyt wielu ludzi więc postanowiłam zostać przy barze i powoli sączyć mojego drinka. Im mniej napoju było w mojej szklance, tym więcej ludzi przybywało na parkiet. Dziwne, prawda? A jednak. Gdy wykończyłam go już zupełnie ruszyłam na parkiet w tłum nieznanych mi ludzi. Poruszałam się w rytm jakiegoś nieznanego mi hitu gdy nagle poczułam lekkie szarpnięcie za nadgarstek. Obejrzałam się. Sprawcą owego szarpnięcia była szatynka mniej więcej w moim wieku, nie była jakaś specjalnie piękna ale wydawała się być przyjazna. Uśmiechnęła się do mnie i zaczęła poruszać się bardzo blisko mnie. Wzruszyłam tylko ze śmiechem ramionami i zaczęłam kręcić biodrami i manewrować moim ciałem wraz z nią. Zaśmiała się a ja jej zawtórowałam. W pewnym momencie dziewczyna spojrzała gdzieś w dal, przygryzając wargę. Choć nie podążyłam za nią wzrokiem wiedziałam, że chce uwieść jakiegoś faceta. Postanowiłam jej w tym pomóc. W końcu może być z tego niezła zabawa, a właśnie po to tutaj jestem. Szatynka stała do mnie tyłem więc przysunęłam się do niej bliżej, położyłam jedną dłoń na jej talii i nasze ciała zaczęły równocześnie falować w rytm aktualnej piosenki. Robiłyśmy to niemalże identycznie więc mogę śmiało powiedzieć, że ludzie mogliby pomyśleć, że jesteśmy przyjaciółkami. Nawet nie znałam jej imienia ale świetnie się bawiłam. Co chwila dotykałyśmy się z dziewczyną po czym wybuchałyśmy głośnym śmiechem, odrzucając głowy do tyłu. Szatynka cały czas spoglądała w bok kokieteryjnie przygryzając wargę co ewidentnie miało być wraz z naszym tańcem jakąś formą podrywu. Kolejna piosenka. Miałam ochotę już iść do baru i odpocząć chwilę przy drinku ale dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i przysunęła się blisko mnie. Chciała zapewne jeszcze trochę podkręcić atmosferę a ja postanowiłam zaryzykować. Dziewczyna objęła mnie ręką w talii i zaczęła bujać się przodem do mnie a ja powtarzałam jej ruchy. Szatynka co i raz odrzucała do tyłu włosy i spoglądała w bok przygryzając wargę i uśmiechając się. Przetańczyłyśmy tak, seksownie się wyginając, jeszcze dwie piosenki i teraz siedziałam już na stołku barowym i zamawiałam drinka. Dziewczyna namawiała mnie na jeszcze jeden taniec ale nie dałam się już przekonać. Chciało mi się pić.
-Tak w ogóle to Sandra jestem-przedstawiła się dziewczyna, przyjaźnie się uśmiechając i sadowiąc się na stołku obok.
-Alison-odparłam krótko, podając barmanowi banknot.
-Piękne imię-rzucił barman i puścił do mnie oczko, zabierając banknot ze stolika. Przewróciłam oczami i spojrzałam na dziewczynę, która zaczęła się śmiać.
-No co?-rzuciłam w jej stronę a ona odparła niewinnie, kryjąc śmiech:
-No nic, nic- W końcu sama zaczęłam się śmiać. Rozejrzała się wkoło i stwierdziła krótko:
-Muszę już iść- Wstała i ruszyła przed siebie w szalejący tłum zapewne w poszukiwaniu chlopaka, którego zamierzała poderwać a ja zostałam tam sama sącząc przez słomkę drinka. Jak zawsze w klubie grała boska muzyka a kolorowe światełka migały w rytm puszczanych przez dj hitów. Założyłam nogę na nogę a moja stopa mimowolnie zaczęła bujać się w rytm piosenki. Nagle poczułam delikatny dotyk czyjejś dłoni na moim udzie. Podskoczyłam i gwałtownie się obróciłam. Właściciel dłoni zaśmiał się tylko i rzekł cudnym głębokim głosem:
-Hej mała- Popatrzyłam na niego i się uśmiechnęłam pomimo iż ten tekst był nieco chamski. Nic mu nie odpowiedziałam a on usiadł tuż obok mnie i zamówił drinka. Patrzył na mnie ze śmiechem a ja mu się dyskretnie przyglądałam. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z czarnymi ułożonymi do góry w lekkim nieładzie włosami i o ciemniejszej karnacji. Do tego przystojny.
-Rozumiem, że nie rozmawiasz z nieznajomymi?-zaśmiał się, przesuwając dłonią po moim udzie a ja instynktownie je odsunęłam pomimo, że poczułam przyjemny dreszcz przebiegający całe moje cialo.
-Zayn-powiedział krótko, wyciągając dłoń.
-Alison-odparłam, podając mu dłoń.
                               ***

Wybaczcie, że dodaję rozdział w takim odstępie czasu ale jakoś nie miałam weny i za bardzo czasu żeby cokolwiek napisać. No cóż...zdarza się ale najważniejsze, że już jest :) Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu ;) A w następnym rozdziale obiecuję, że będzie więcej akcji ;)

14 października 2016

Rozdział 3

Po rozmowie z panem Malikiem miałam dobry humor co u mnie raczej rzadko się zdarza. Myślałam, że nic nie zepsuje mi humoru. No właśnie, myślałam. Aż do teraz.
-Dziwka! Szmata! Zapijaczona puszczalska kurwa!-słyszałam za sobą wyzwiska od jakiegoś chłopaka. Po tej "Zapijaczonej puszczalskiej kurwie" nie wytrzymałam i rzuciłam się na blondyna z pięściami i zaczęłam go okładać po całym ciele.
-Do tego agresywna!-wysyczał przez zęby. Szarpałam się z nim jak opętana a w moim kierunku dalej kierowane były obraźliwe teksty. Ciągle go okładałam a on się bronił. Nie wiem skąd mi nagle przybyło tyle siły. Chłopak chwycił mnie za włosy i popchnął mnie w stronę schodów prowadzących na wyższe piętro. Uderzyłam twarzą o balustradę i poczułam ogromny ból a zaraz potem smak krwi na ustach. Opadłam bezsilnie na płytki. Teraz to on był górą choć bardzo tego nie chciałam.
-Co tu się dzieje?!-usłyszałam krzyk jakiejś nauczycielki. Otworzyłam lekko oczy i dopiero teraz spostrzegłam tych wszystkich gapiów, którzy po krzyku kobiety zaczęli się rozchodzić.
-Johnson, Carter! Co to ma znaczyć?-krzyknęła ponownie.
-To ona zaczęła-bronił się chłopak. No ładnie, zachowuje się jak dziecko i składa wszystko na mnie. Zaczęłam się podnosić i poczułam jak ktoś wsuwa mi dłonie pod pachy i pomaga wstać a za chwilę usłyszałam znajomy głos:
-Chodź Alison, zabiorę cię do higienistki- Chłopak o nazwisku Johnson zaczął się tłumaczyć, jak teraz dostrzegłam, pani Knight a ja razem z profesorem Malikiem udałam się do gabinetu lekarskiego na drugim piętrze. Było już pusto.
-Ally, co się dzieje? Nigdy nie pakowałaś się w bójki-zapytał nauczyciel na co ja odparłam ze łzami w oczach:
-Nazwał mnie zapijaczoną puszczalską kurwą- Pan Malik objął mnie tylko ramieniem i wprowadził do pomieszczenia. Higienistka na dźwięk otwieranych drzwi spytała nawet na mnie nie patrząc:
-Co tym razem?-
-Bójka-odparł krótko pan Malik. Usiadłam na kozetce a kobieta dopiero teraz na mnie spojrzała po czym westchnęła głośno i wyjęła jakieś rzeczy z apteczki. Obejrzała dokładnie moją twarz po czym stwierdziła:
-To tylko rozcięta warga, masz szczęście dziewczyno- Spojrzałam na nią a ona zaczęła mnie opatrywać. Po chwili wyszliśmy już z gabinetu. Wkoło było pusto bo akurat trwała lekcja. Szliśmy z profesorem w milczeniu dopóki nie doszliśmy do pokoju nauczycielskiego.
-Czemu dałaś się sprowokować? On tylko na to czekał-stwierdził nauczyciel. Westchnęłam głośno i zaczęłam mówić:
-Wiem panie Malik. Tylko on mnie wyzywał już dłuższy czas i naprawdę mi puściły nerwy po tej zapijaczonej kurwie. Nie chcę żeby ktokolwiek tak o mnie myślał a co dopiero nazywał-
-Rozumiem. Ale musisz czasem ignorować głupie komentarze ze strony takich ludzi bo sama widziałaś co się stało Alison. Masz szczęście, że to ostatnie dni szkoły bo inaczej oboje ponieslibyście ostre konsekwencje tego wybryku-
-Tak, wiem. Nigdy już się nie dam tak podejść. Przepraszam-powiedziałam ze skruchą na co pan Malik spojrzał na mnie i powiedział z uśmiechem:
-Nie przepraszaj-Pożegnałam się z nim i pomimo, że miałam jeszcze w planie lekcje wyszłam ze szkoły. Ruszyłam szybkim krokiem gdyż poczułam napływające do oczu łzy. Weszłam na mało uczęszczaną ścieżkę i pozwoliłam spokojnie spłynąć słonym kropelkom. Gdy byłam już blisko sklepu do którego miałam się udać otarłam łzy i trochę się ogarnęłam. Ruszyłam dalej i po chwili przekroczyłam już drzwi supermarketu. Wzięłam koszyk i wkładałam po kolei to co było mi potrzebne nie zwracając zbytnio uwagi na innych. Gdy mój koszyk był zapełniony produktami przeszłam do kasy.
-To wszystko?-zapytała blond kasjerka z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem.
-Jeszcze paczkę LM link-odparłam. Blondyneczka od razu zażądała ode mnie dowodu a więc podałam go jej chociaż w sumie nie wiem po co chciała ode mnie dowód. Podobno wyglądam na nieco starszą niż na dziewiętnastolatkę. Po tej zbędnej formalności zapłaciłam za swoje zakupy i wyszłam ze sklepu. Ruszyłam w kierunku domu. Torby co prawda były trochę ciężkie ale chcąc nie chcąc musiałam radzić sobie zupełnie sama.
Przekręciłam kluczyk w drzwiach i od razu po ich otwarciu udałam się do kuchni w celu odłożenia torby po czym wróciłam do holu aby zdjąć buty i kurtkę. Jak zwykle włączyłam radio żeby usłyszeć jakiekolwiek głosy i nie czuć się tak samotna. Rozpakowałam torbę. Czułam się okropnie a w mojej głowie ciągle dźwięczały słowa chłopaka "Zapijaczona puszczalska kurwa". Czy ja faktycznie jestem taka beznadziejna jak mówią wszyscy wokół? Tego nie wiem ale wiem napewno, że jestem sama, sama jak palec. Nie mam u nikogo wsparcia, naprawdę u nikogo. Odkąd ojciec zostawił nas dla tej flondry z Doncaster nawet o mnie mie zapyta a co mowa o odwiedzinach. Matka od tamtej pory ciągle jest w delegacji bo jej priorytetem stało się zarabianie pieniędzy w dużych ilościach a jak już wróci to nic ją nie interesuje, zachowuje się jak rozwydrzona małolata. Dobrze, że przynajmniej nie sprowadza co wieczór innego faceta. Moją jedyną ostoją i oparciem była babcia. No właśnie, była. Zmarła dwa lata temu a ja bardzo to przeżyłam. Do dziś nie mogę darować sobie tego, że nie byłam przy niej w tym dniu bo może zdołałabym ją uratować, pomóc jej w jakikolwiek sposób. Wychodziłam właśnie z domu a po moich policzkach spłynął potok słonych łez więc nasunęłam kaptur na głowę by nikt z zewnątrz nie dostrzegł mojego chwilowego podłamania. Co jakiś czas zcierałam ciepłą ciecz z policzków wierzchem dłoni. Szłam tak zapłakana przez ulice Londynu. Miasto wyglądało tak jakby chciało dostosować się do mojego nastroju. Było szare, ponure a nad nim zebrały się ciemne deszczowe chmury. Mimo to podążałam dalej do celu, którym była malutka górka nad brzegiem rzeki. Naprawdę rzadko uczęszczane miejsce a mimo to tak cudowne i wraz z moim wiekiem zamiast tracić zyskiwało magię w mych oczach. Przychodziłam tu często z moją kochaną babcią. To tutaj poznała ona dziadka i to miejsce od zawsze było jej ulubionym a teraz stało się moim ulubionym, moją własną ostoją, moją nirwaną. Było tu pięknie i spokojnie. Można było tu pomyśleć, wypłakać się lub po prostu posiedzieć w samotności. Usiadłam pod płaczącą wierzbą i pozwoliłam aby wiatr zdmuchnął kaptur z mojej głowy i wysuszył ciągle spływające po moich policzkach łzy. Łzy smutku i zagubienia. Sięgnęłam do kieszeni i drżącą dłonią wyjęłam z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Włożyłam jednego z papierosów do ust i podpaliłam go. Gdy tylko ujrzałam jego iskrzącą się końcówkę, zaciągnęłam się mocno i w końcu to poczułam. Dym wypełnił moje płuca, uspokajając mnie. Wypuściłam resztę substancji na zewnątrz. Oddychałam już powoli i miarowo zaciągając się co jakiś czas i patrząc w głąb rzeki, w głąb drzew znajdujących się za rzeką. Uniosłam głowę ku górze i poczułam zimną kropelkę na czole. Zaczynało padać ale mnie już to nie interesowało, utonęłam w potoku moich myśli, a były one naprawde różne...

8 października 2016

Rozdział 2

Czarnowłosy mulat objął mnie i przytulił do siebie. Wdychałam jego zapach, upajałam się nim. Był taki silny, męski a zarazem delikatny dla mnie. Odchyliłam głowę i spojrzałam mu w oczy, on natomiast położył dłoń na moim policzku.
-Kocasz mnie?-spytałam ledwo słyszalnym szeptem.
-Słoneczko...-
"You were the shadow to my light
Did you feel us?
Another star
You fade away
Afraid our aim is outof sight
Wanna see us
Alight..."    Zaczęłam otwierać powoli oczy, nie chcąc zapomieć tego że chociaż w krainie Morfeusza byłam szczęśliwa. Gdzieś w głębi serca łudziłam się, że to te moje samotne, smutne życie jest snem a owy brunet ze snu leży tuż obok mnie i zaraz odpowie na zadane przeze mnie pytanie. Otworzyłam oczy i ujrzałam tylko biały sufit i puste miejsce obok mnie. Westchnęłam głośno i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 7:00. Jak zwykle żadnych sms-ów, połączeń. Nic, zupełnie nic. Nawet matka nie napisała. No cóż. Westchnęłam głośno i przeczesałam włosy palcami. Pora wstawać. Nie miałam najmniejszej ochoty iść do szkoły pomimo tego, że dziś już środa a w piątek zakończenie roku. I wcale nie chodziło mi o to, że zanudzę się na lekcjach a o ludzi, którzy ostatnio ciągle mieli do mnie jakieś pretensje i głupie zaczepki. Wstałam niechętnie z łóżka, przeciągnęłam się i spojrzałam w okno. Zarówno pogoda jak i mój humor były jakieś nijakie więc postanowiłam założyć pasujące do mojego nastroju ubrania. Najpierw jednak poranna toaleta i śniadanie. Zeszłam na dół i od razu udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę a tam prawie pustki. No nic, trzeba będzie iść na zakupy po szkole. Zrobiłam sobie dwie kanapki z pomidorem i kawę. Zjadłam na spokojnie i poszłam do łazienki. Ubrałam się w czarne wytarte rurki, białą bokserkę i ramonezkę. Nie lubiłam zbytnio przesadzać z makijażem na codzień więc przypudrowałam lekko buzię, zrobiłam delikatne kreski pod oczami i przejechałam po ustach bezbarwnym błyszczykiem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 7:20. Niedługo trzeba będzie wychodzić. Wstąpiłam do pokoju po torbę. Przerzuciłam ją przez ramię. Po drodze zgarnęłam jeszcze portfel i słuchawki bez których nie wyobrażam sobie życia. Wyszłam z domu uprzednio przekręcając kluczyk w zamku i chowając go szczelnie do kieszeni torby. Wlożyłam słuchawki w uszy i ruszyłam.
"Wait a second, let me catch my breath
Remind me how it feels to hear your voice
Your lips are movin', I can't hear a thing
Livin' life as if we had a choice
Anywhere, anytime
I would do anything for you
Anything for you"   rozległy się w moich uszach pierwsze słowa piosenki. Przymknęłam na chwilę oczy a w mojej głowie odezwał się tak jakby rmęski głos powtarzający słowa piosenki "Anywhere, anytime I would do anything for you". Nigdy już nie usłyszę takich słów. W moim oku zakręciła się łza jednak powstrzymałam się przed wypuszczeniem jej na wolność. Przecież nikt nie może zobaczyć, że  płaczę. Podniosłam głowę i ruszyłam pewnie przed siebie. Po paru minutach znajdowałam się już pod ogromnym białym budynkiem. Niedługo się stąd wyrwę, pomyślałam przekraczając czarną bramę. Spojrzałam na ławki pod drzewami. Były puste więc ruszyłam dalej a w moich uszach rozbrzmiewały słowa piosenki Imagine Dragons "Demons". Popchnęłam drzwi wejściowe i przekroczyłam próg liceum do którego uczęszczam już ostatni rok. Ludzie którzy stali blisko drzwi przenieśli swój wzrok z telefonów na mnie. I tak każdy z osobna gapił się na mnie z dziwną miną. Gdzieniegdzie gdy tylko podeszłam ludzie, zwłaszcza dziewczyny, zaczęły szeptać sobie coś na ucho i śmiać się. Normalna reakcja na mnie a mimo tego nadal nie zdążyłam się przyzwyczaić do tego braku akceptacji z ich strony. Spuściłam lekko głowę ale zaraz doprowadziłam się do porządku i dumnie uniosłam ją ku górze. Nie chciałam za nic dać po sobie poznać, że jest mi przykro z powodu ich zachowania. Nie dam im tej satysfakcji. Nie teraz. Przeszłam przez korytarz do klasy w której miałam mieć zajęcia. Stała tam nieliczna garstka osób z mojej klasy która chciała tak jak ja dobrze przygotować się na studia. Wyjęłam w końcu słuchawki z uszu i jak na zawołanie po szkole rozbiegł się głośny dźwięk dzwonka oznajmiającego rozpoczęcie się lekcji. Odczekaliśmy chwilę aż pojawił się nauczyciel i otworzył nam klasę. Usiadłam sobie w kącie z tyłu klasy i wyjęłam z torby zeszyt i długopis.
-Sprawdzanie listy w przedostatni dzień szkoły byłoby głupotą-zaśmiał się nauczyciel biologii. Lubiłam go.
-Tak więc-kontynuował-dziękuję tym którzy przyszli na lekcję. Widzę wasze zaangażowanie i chęć dobrego przygotowania do dalszej edukacji- Każdy uśmiechnął się z dumą. Ja natomiast trochę sztucznie. Nie miałam ochoty się dzisiaj uśmiechać. W zasadzie rzadko kiedy miałam ochotę to robić. Westchnęłam, na szczęście nie zwracając na siebie uwagi. Ogólnie to już nikt nie próbował nawet na mnie zwracać uwagi.
-Coś jest nie tak Alison?-wyrwał mnie z zamyślenia zatroskany głos pana Malika. Oczywiście nikt nie zwrócił na to uwagi.
-Wszystko w porządku-odpowiedziałam cichutko na co nauczyciel uśmiechnął się niepewnie i wrócił do tłumaczenia tematu, zerkając co chwila w moją stronę jakby chciał upewnić się, że nic mi nie jest. Ja w odpowiedzi uśmiechałam się lekko. Naprawdę lubiłam tego nauczyciela. Nie należał on do najmłodszych ani najstarszych nauczycieli. Był całkiem przystojnym facetem jak na swój średni wiek ale nie o to tu chodzi, on miał przecież żonę i dzieci. Chodzi o to, że gdy z nim rozmawiałam wydawało się jakby mnie doskonale rozumiał. A oprócz tego doskonale tłumaczył tajniki przedmiotu, którego uczył. Wsłuchałam się więc w jego monolog i notowałam rzeczy, które uznałam za ważne i przydatne. Nim się obejrzałam zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę. Wszyscy włącznie ze mną wstali i zebrali swoje rzeczy.
-Alison, możesz pozwolić na chwilkę?-zatrzymał mnie głos nauczyciela gdy byłam już przy wyjściu. Przytaknęłam a pan Malik zamknął za nami drzwi. Nie było to dla mnie nic nowego, często rozmawialiśmy z panem Malikiem po lekcjach. Był dla mnie prawie jak ojciec, którego mi brak. Profesor oparł się o biurko a z jego ust padło pytanie:
-Ally, czy napewno wszystko jest w porządku?- Miał zatroskany głos. Westchnęłam głośno i odparłam cicho:
-Tak samo jak zawsze-
-Znowu jesteś sama?-zapytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie. Przytaknęłam i dodałam:
-Poza tym jest raczej bez zmian. Ojciec dalej ma mnie gdzieś, matka w delegacji a wszyscy uczniowie dalej gapią się na mnie jakbym była z innego świata i się do mnie nie odzywają-
-Doskonale wiem co czujesz- Spojrzałam na niego pytająco a on wyjaśnił:
-Mój bratanek przez pewien czas też przechodził przez coś podobnego jednak wygrał z tym. Teraz jest już pewny siebie i jak to się kolokwialnie mówi "nie da sobie w kaszę dmuchać"- Zaśmiałam się szczere na co pan Malik uśmiechnął się i dodał:
-Trzeba mieć tylko wsparcie od kogoś i chęci- Posmutniałam co nie uszło jego uwadze więc poklepał mnie po ramieniu i powiedział wesołym tonem:
-Pamiętaj, że na moje wsparcie zawsze możesz liczyć. A z czasem napewno pojawi się ktoś z twojej grupy wiekowej chcący dać ci oparcie i pomoc, tylko cierpliwości- Zaśmialiśmy się i w tym momencie zadzwonił dzwonek więc podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę a na odchodne rzuciłam szczere:
-Dziękuję panu-
-Nie ma za co Alison. I pamiętaj, że zawsze możesz ze mną porozmawiać-
-Będę pamiętać, do widzenia-
-Do widzenia-

Rozdział 1

Puk, puk. Krople deszczu uderzały o szybę w oknie. Siedziałam owinięta w puchaty kocyk i wpatrywałam się w zachmurzone niebo, nawet nie mrugałam. Z każdą minutą padało coraz mocniej. Oparłam głowę o szybę. Była zimna. Czułam się taka samotna. W domu było tak cicho. Żadnych kroków, dźwięków. Nic kompletnie. Moja matka wyjechała w delegację do Hiszpani, ja oczywiście nie mogłam jechać "bo tak" ,a ojciec? Ojciec zostawił nas dla jakiejś pustej lalki z Doncaster jakies trzy lata temu. Cycata blondyna żerująca na cudzych pieniądzach i niszcząca rodziny. Pomyślicie pewnie co z przyjaciółmi albo rodzeństwem. Tak się składa, że jestem jedynaczką a przyjaciele też mnie opuścili tylko dlatego, że "psułam im reputację" tym, że ojciec zostawił nas dla jakiejś zdziry. Widać jakimi przyjaciółmi byli skoro opuścili mnie ze względu na to co zrobił mój ojciec. Obserwowałam spływające po szybie kropelki deszczu. Za chwilę po moim policzku spłynęła pojedyńcza łza. Otarłam ją wierzchem dłoni.
-Carter, ogarnij się-doprowadziłam się na głos do porządku, odkleiłam się w końcu od drzwi balkonowych i wstałam z podłogi. W końcu jutro jeszcze trzeba iść do szkoły a tu już godzina 24:00. Westchnęłam głośno i zeszłam na dół sprawdzić jeszcze czy napewno zamknęłam drzwi. Pociągnęłam za klamkę i popchnęłam drzwi, które nawet nie drgnęły. Zamknięte. Ruszyłam więc spowrotem do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Zasnęłam ukołysana stukaniem deszczu o szybę.