-Kocasz mnie?-spytałam ledwo słyszalnym szeptem.
-Słoneczko...-
"You were the shadow to my light
Did you feel us?
Another star
You fade away
Afraid our aim is outof sight
Wanna see us
Alight..." Zaczęłam otwierać powoli oczy, nie chcąc zapomieć tego że chociaż w krainie Morfeusza byłam szczęśliwa. Gdzieś w głębi serca łudziłam się, że to te moje samotne, smutne życie jest snem a owy brunet ze snu leży tuż obok mnie i zaraz odpowie na zadane przeze mnie pytanie. Otworzyłam oczy i ujrzałam tylko biały sufit i puste miejsce obok mnie. Westchnęłam głośno i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Godzina 7:00. Jak zwykle żadnych sms-ów, połączeń. Nic, zupełnie nic. Nawet matka nie napisała. No cóż. Westchnęłam głośno i przeczesałam włosy palcami. Pora wstawać. Nie miałam najmniejszej ochoty iść do szkoły pomimo tego, że dziś już środa a w piątek zakończenie roku. I wcale nie chodziło mi o to, że zanudzę się na lekcjach a o ludzi, którzy ostatnio ciągle mieli do mnie jakieś pretensje i głupie zaczepki. Wstałam niechętnie z łóżka, przeciągnęłam się i spojrzałam w okno. Zarówno pogoda jak i mój humor były jakieś nijakie więc postanowiłam założyć pasujące do mojego nastroju ubrania. Najpierw jednak poranna toaleta i śniadanie. Zeszłam na dół i od razu udałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę a tam prawie pustki. No nic, trzeba będzie iść na zakupy po szkole. Zrobiłam sobie dwie kanapki z pomidorem i kawę. Zjadłam na spokojnie i poszłam do łazienki. Ubrałam się w czarne wytarte rurki, białą bokserkę i ramonezkę. Nie lubiłam zbytnio przesadzać z makijażem na codzień więc przypudrowałam lekko buzię, zrobiłam delikatne kreski pod oczami i przejechałam po ustach bezbarwnym błyszczykiem. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 7:20. Niedługo trzeba będzie wychodzić. Wstąpiłam do pokoju po torbę. Przerzuciłam ją przez ramię. Po drodze zgarnęłam jeszcze portfel i słuchawki bez których nie wyobrażam sobie życia. Wyszłam z domu uprzednio przekręcając kluczyk w zamku i chowając go szczelnie do kieszeni torby. Wlożyłam słuchawki w uszy i ruszyłam.
"Wait a second, let me catch my breath
Remind me how it feels to hear your voice
Your lips are movin', I can't hear a thing
Livin' life as if we had a choice
Anywhere, anytime
I would do anything for you
Anything for you" rozległy się w moich uszach pierwsze słowa piosenki. Przymknęłam na chwilę oczy a w mojej głowie odezwał się tak jakby rmęski głos powtarzający słowa piosenki "Anywhere, anytime I would do anything for you". Nigdy już nie usłyszę takich słów. W moim oku zakręciła się łza jednak powstrzymałam się przed wypuszczeniem jej na wolność. Przecież nikt nie może zobaczyć, że płaczę. Podniosłam głowę i ruszyłam pewnie przed siebie. Po paru minutach znajdowałam się już pod ogromnym białym budynkiem. Niedługo się stąd wyrwę, pomyślałam przekraczając czarną bramę. Spojrzałam na ławki pod drzewami. Były puste więc ruszyłam dalej a w moich uszach rozbrzmiewały słowa piosenki Imagine Dragons "Demons". Popchnęłam drzwi wejściowe i przekroczyłam próg liceum do którego uczęszczam już ostatni rok. Ludzie którzy stali blisko drzwi przenieśli swój wzrok z telefonów na mnie. I tak każdy z osobna gapił się na mnie z dziwną miną. Gdzieniegdzie gdy tylko podeszłam ludzie, zwłaszcza dziewczyny, zaczęły szeptać sobie coś na ucho i śmiać się. Normalna reakcja na mnie a mimo tego nadal nie zdążyłam się przyzwyczaić do tego braku akceptacji z ich strony. Spuściłam lekko głowę ale zaraz doprowadziłam się do porządku i dumnie uniosłam ją ku górze. Nie chciałam za nic dać po sobie poznać, że jest mi przykro z powodu ich zachowania. Nie dam im tej satysfakcji. Nie teraz. Przeszłam przez korytarz do klasy w której miałam mieć zajęcia. Stała tam nieliczna garstka osób z mojej klasy która chciała tak jak ja dobrze przygotować się na studia. Wyjęłam w końcu słuchawki z uszu i jak na zawołanie po szkole rozbiegł się głośny dźwięk dzwonka oznajmiającego rozpoczęcie się lekcji. Odczekaliśmy chwilę aż pojawił się nauczyciel i otworzył nam klasę. Usiadłam sobie w kącie z tyłu klasy i wyjęłam z torby zeszyt i długopis.
-Sprawdzanie listy w przedostatni dzień szkoły byłoby głupotą-zaśmiał się nauczyciel biologii. Lubiłam go.
-Tak więc-kontynuował-dziękuję tym którzy przyszli na lekcję. Widzę wasze zaangażowanie i chęć dobrego przygotowania do dalszej edukacji- Każdy uśmiechnął się z dumą. Ja natomiast trochę sztucznie. Nie miałam ochoty się dzisiaj uśmiechać. W zasadzie rzadko kiedy miałam ochotę to robić. Westchnęłam, na szczęście nie zwracając na siebie uwagi. Ogólnie to już nikt nie próbował nawet na mnie zwracać uwagi.
-Coś jest nie tak Alison?-wyrwał mnie z zamyślenia zatroskany głos pana Malika. Oczywiście nikt nie zwrócił na to uwagi.
-Wszystko w porządku-odpowiedziałam cichutko na co nauczyciel uśmiechnął się niepewnie i wrócił do tłumaczenia tematu, zerkając co chwila w moją stronę jakby chciał upewnić się, że nic mi nie jest. Ja w odpowiedzi uśmiechałam się lekko. Naprawdę lubiłam tego nauczyciela. Nie należał on do najmłodszych ani najstarszych nauczycieli. Był całkiem przystojnym facetem jak na swój średni wiek ale nie o to tu chodzi, on miał przecież żonę i dzieci. Chodzi o to, że gdy z nim rozmawiałam wydawało się jakby mnie doskonale rozumiał. A oprócz tego doskonale tłumaczył tajniki przedmiotu, którego uczył. Wsłuchałam się więc w jego monolog i notowałam rzeczy, które uznałam za ważne i przydatne. Nim się obejrzałam zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę. Wszyscy włącznie ze mną wstali i zebrali swoje rzeczy.
-Alison, możesz pozwolić na chwilkę?-zatrzymał mnie głos nauczyciela gdy byłam już przy wyjściu. Przytaknęłam a pan Malik zamknął za nami drzwi. Nie było to dla mnie nic nowego, często rozmawialiśmy z panem Malikiem po lekcjach. Był dla mnie prawie jak ojciec, którego mi brak. Profesor oparł się o biurko a z jego ust padło pytanie:
-Ally, czy napewno wszystko jest w porządku?- Miał zatroskany głos. Westchnęłam głośno i odparłam cicho:
-Tak samo jak zawsze-
-Znowu jesteś sama?-zapytał, choć bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie. Przytaknęłam i dodałam:
-Poza tym jest raczej bez zmian. Ojciec dalej ma mnie gdzieś, matka w delegacji a wszyscy uczniowie dalej gapią się na mnie jakbym była z innego świata i się do mnie nie odzywają-
-Doskonale wiem co czujesz- Spojrzałam na niego pytająco a on wyjaśnił:
-Mój bratanek przez pewien czas też przechodził przez coś podobnego jednak wygrał z tym. Teraz jest już pewny siebie i jak to się kolokwialnie mówi "nie da sobie w kaszę dmuchać"- Zaśmiałam się szczere na co pan Malik uśmiechnął się i dodał:
-Trzeba mieć tylko wsparcie od kogoś i chęci- Posmutniałam co nie uszło jego uwadze więc poklepał mnie po ramieniu i powiedział wesołym tonem:
-Pamiętaj, że na moje wsparcie zawsze możesz liczyć. A z czasem napewno pojawi się ktoś z twojej grupy wiekowej chcący dać ci oparcie i pomoc, tylko cierpliwości- Zaśmialiśmy się i w tym momencie zadzwonił dzwonek więc podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę a na odchodne rzuciłam szczere:
-Dziękuję panu-
-Nie ma za co Alison. I pamiętaj, że zawsze możesz ze mną porozmawiać-
-Będę pamiętać, do widzenia-
-Do widzenia-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz