I w końcu nadszedł ten dzień. Dzień w, którym już na zawsze opuszę mury znienawidzonego budynku. Pogoda, jak na Londyńskie standarty bardzo sprzyjała. Było słonecznie, błękitne niebo i ani jednej chmurki. Zapowiadał się piękny dzień. Mój humor też już się nieco poprawił zważywszy na to, że wczorajszy dzień spędziłam w domu. Było mi lepiej pomimo tego, że byłam sama ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić. Spojrzałam na zegarek. Była 9:00. Zakończenie roku miałam na 10:00 więc poszłam się umalować. Zrezygnowałam dzisiaj z kresek i nałożyłam na powieki brązowy cień rozcierając go trochę z czarnym, wytuszowałam rzęsy. Spojrzałam na swoje usta. Ślad po uderzeniu dalej był na nich widoczny mimo to postanowiłam tylko przejechać po nich lekko różowym błyszczykiem. Ubrana byłam w białą koszulę z kołnierzykiem na długi rękaw i czarną rozkloszowaną spódniczkę a do tego również czarne szpilki. Gdy nadszedł czas tak jak codzień wyszłam z domu ze słuchawkami w uszach, zamykając drzwi na klucz. W moim życiu muzyka była, jest i zawsze będzie nieodłącznym elementem mojego życia. Towarzyszyła mi w każdej chwili. Każdy detal, każdy akord, każdy dźwięk, każde słowo miało dla mnie przypisane pewne znaczenie. Nie wiem czy dobrze interpretowałam ukryte znaczenie tekstu jednak to nie ważne, najważniejsze jest to, że wsłuchując się w tekst inteepretowałam go po swojemu przekładając go nie raz na swoje życie i problemy. Wczuwałam się całą sobą w melodię i słowa oraz w to, co zamierzał przekazać autor. Nie tylko mi ale każdemu indywidualnie bo każda piosenka tworzona jest w taki sposób aby człowiek utożsamiał się z autorem czy wykonawcą, aby każdy rozumiał ją na swój sposób i na swój sposób uwielbiał. W końcu weszłam do budynku i udałam się na salę gimnastyczną gdzie zebrała się już większość uczniów. Zaraz po przekroczeniu drzwi sali znowu poczułam te gardzące spojrzenia innych. Poczułam je znowu ale wiedziałam, że to będzie ostatnie spojrzenie na mnie, więcej już ich nie zobaczę. W każdym razie nie na codzień. Może od czasu do czasu gdy będę mijać ich dumnie na ulicy podczas wakacji bo na studia wybieram się do innego miasta. Zastanawiam się jeszcze nad uczelnią w Bradford i w Leeds, bo obie są dobre według mnie.
-Witam nauczycieli, naszych pracowników, uczniów no i oczywiście absolwentów-rozległ się z mikrofonu głos dyrektora. No i zaczęło się.
Po uroczystej ceremonii, rozdaniu dyplomów i świadectw absolwentom oraz po ostatnim pożegnaniu z wychowawcami w końcu byłam wolna. Popchnęłam drzwi, odetchnęłam szczęśliwa świeżym powietrzem i ruszyłam przed siebie.
-Alison-zatrzymał mnie znajomy głos. Obróciłam się a przed sobą ujrzałam pana Malika.
-Gratuluję świetnych wyników-zaczął i uścisnął mi dłoń.
-Dziękuję-odparłam a on kontynuował z uśmiechem:
-Pamiętaj, że mimo iż nie jesteś już moją uczennicą to zawsze możesz się zwrócić do mnie o pomoc. Czy to naukową czy po prostu będziesz chciała porozmawiać- Odwzajemniłam uśmiech i powiedziałam:
-Będę o tym pamiętać. Dziękuję, że tak wiele pan dla mnie zrobił-
-Nie ma za co- Ruszyliśmy przed siebie a gdy byliśmy już za bramką i mieliśmy rozejść się w inne strony rzuciłam:
-Do widzenia profesorze-
-Do widzenia Alison-
Przebrałam się w wygodne dresy i bokserkę i postanowiłam się trochę zrelaksować. Zrobiłam sobie małą pizzę i usiadłam wygodnie na kanapie przed telewizorem. Włączyłam jakiś serial na mtv i zaczęłam oglądać. Mój błogi spokój przerwał nagły dźwięk mojego telefonu oznaczający nadejście sms-a. Zdziwiłam się bardzo gdy spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam nazwę "Mama". Treść sms-a brzmiała następująco:
"Jak sobie radzisz? Nie potrzeba ci pieniędzy?" Niby stała treść jak już matka raczyła do mnie napisać ale zdziwiło mnie nieco pierwsze pytanie bo zwykle pytała tylko czy nie potrzebuję więcej pieniędzy i czy mi nie zabrakło na rachunki. Zajrzałam do portfela, było w nim co prawda trochę pieniędzy ale po dłuższym zastanowieniu się stwierdziłam, że mam ochotę się dzisiaj zabawić w jakimś klubie a poza tym nie wiem kiedy ona zamierza wrócić. Odpisałam więc:
"Wszystko ok. Możesz przysłać trochę pieniędzy bo nie jestem pewna czy mi wystarczy" I na tym się skończyło. Postanowiłam więc sprawdzić w których klubach są dzisiaj jakieś porządne imprezy. Miałam dobry humor odkąd trzymając w ręku świadectwo uświadomiłam sobie, że już nigdy więcej nie wrócę do tej szkoły, nie będę widzieć na codzień tych fałszywych twarzy, "przyjaciół" którzy mieli być na zawsze i mimo wszystko. Miałam ochotę wypić coś mocniejszego i potańczyć w tłumnie nieznanych mi ludzi. Ludzi, którzy nie będą mnie oceniać po tym co zrobił mój ojciec bo nie będą znać nawet mojego imienia a co mowa o mojej historii czy beznadziejnym życiu. Zamknęłam na chwilę oczy i już wyobraziłam sobie jak wiruję na parkiecie w tłumie nieznanych ludzi, śmieję się i piję mocne drinki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz